*Oczami Luli.
Obudził mnie dźwięk irytującego budzika.
-Jeszcze chwilę- rzuciłam sama do siebie. Dochodziła 7.30 . Do szkoły miałam jeszcze ponad godzinę. Ale trzeba było tam dojechać. A jeszcze jakby tramwaj mi się spóźnił to umarł w butach. Spóźnienie murowane. A wolę nie ryzykować późniejszego wejścia na polski. Nasz profesor by tego nie darował. Leniwie udałam się do łazienki. Od razu widać było, że Majka już wcześniej tu była. Moje kosmetyki były w totalnym nieładzie. Nie rozumiem czemu ona zawsze bierze moje rzeczy, chociaż ma swoje. I to czasem lepszej jakości niż moje. Trudno.
Ubrałam się, przeczesalam tylko włosy, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół do kuchni. W domu już nikogo oczywiście nie było. Tata w pracy a Maja w swoim gimnazjum. Zjadłam szybkie śniadanie, wzięłam z lodówki jogurt pitny, założyłam plaszczyk, komin i buty po czym wyszłam. Gdy doszłam na przystanek czekał na mnie już mój przyjaciel - Igor. Znamy się od drugiej gimnazjum, doszedł do mojej klasy i jakoś tak się zaprzyjaźniliśmy.
-Hej, siostra.
-Cześć. - przywitalismy się. W klasie trzymałam się tylko z nim i jeszcze jedną dziewczyną, która coraz bardziej mnie irytowała.
-Co ty dziś tak nie w sosie?
-No jakbyś nie wiedział.- Odpowiedziałam mu i myślami już byłam przy mojej mamie.
-Zapomniałem, wybaczysz mi? Ale widzę, że czymś jeszcze się denerwujesz. Powiesz mi? - spojrzał bałagalnie.
-Bo...oprócz rocznicy śmierci mamy, oh no jakby tego było mało to tata zaprosił na kolację tę jego dziewczynę.
-Nie chcesz jej poznać?
-Nie, nie wiem, na pewno nie dzisiaj.
-Ale musisz się ...- nie zdążył dokończyć, bo najechał tramwaj. Był tak przeludniony, że staliśmy z Igorem na drzwiach, które z trudem się zamknęły. Mój kochany braciszek- traktuję go tak, bo zawsze chciałam mieć starszego brata a on jest na to idealny, sam nie ma rodzeństwa- zaczął się śmiać z naszej wychowawczyni i paru osób ze szkoły, których nie lubiliśmy . Zawsze umiał poprawić mi humor. Jechaliśmy tak jakieś 15 minut. Igor w międzyczasie zaczął naśladować tramwaj. Wyglądało to bardzo śmiesznie. Ale się w to bardzo zaangażował. Nie mogłam przestać się śmiać. Dzięki niemu szłam do szkoły w świetnym humorze. Niestety , to, a raczej kogo zobaczyłam wchodząc do szatni, dobiło mnie totalnie.Szłam z Igorem i to chyba powstrzymało mnie od wybiegniecia ze szkoły. W szatni stał Fabian. Ale nie sam. Stał tam z Dagmarą obściskując się. Tak ładnie się do niej uśmiechał. Szkoda, że nie do mnie. Igor wiedział, co jest grane. Wziął mnie za rękę i zaprowadził do naszego boksu.
-Ej, Lulka, nie przejmuj się tym typkiem. Nie jest ciebie wart. A teraz uśmiech poproszę.
-Masz rację, powinnam była wiedzieć wcześniej, że to dla mnie za wysokie progi .Eh, nie ważne. Chodźmy na polski, nie zamierzam się spóźnić.
I poszliśmy pod salę. Na następnej przerwie chciałam pogadać z Am. Musiałam jej obwieścić plan jaki przygotował mój tata na ten wieczór.
Miałam nadzieję, że nic więcej mnie nie zaskoczy. Jednak, nasz kochany profesor od języka polskiego musiał wziąć mnie do odpowiedzi. Polski to przedmiot, którego nie cierpię. I w sumie nie zależy mi na nim, oby tylko zdać maturę. Na przerwie poszliśmy we trójkę -Igor, ja no i Aneta- w nasze ulubione miejsce pod schodami przy kaloryferze i automacie z kawą. Czekałam na Amelię. Zapomniałam telefonu. Siadłam przy Igorem i przytuliłam się do niego.
-Co jest siostra? -Spytał, gdy Aneta poszła na chwilę do sklepiku.
-Mam dość tego dnia. Dasz mi napisać esa do Am? Plis!
-No ja nie wiem. A dasz mi zadanie z matmy?
-Jasne! Weź sobie z torby. Ale daj mi szybko ten telefon. - zaczynałam pisać smsa, gdy wróciła Aneta i zaczęła opowiadać jakąś dziwnie nie śmieszną historię, która tylko dla niej była zabawna. Mieliśmy jej dość. Ale ona nie chciała się od nas odczepić. Ustaliłam z Am, że widzimy się na następnej przerwie przy sali gimnastycznej.
-Igor? - Pytałam go , kiedy szliśmy po dzwonu pod klasę.
-Hm?
-Nie chce mi się iść na tą kolację...
-Zauważyłem właśnie. Co masz teraz?
-Angol. Będzie makabra.
-Dasz radę. Laura, nie zwracaj na niego uwagi, to zwykły dupek - spojrzała na niego pytająco.- Przepraszam, ale tak jest. Dobra, lecę na francuza. Widzimy się na matmie.
-Baj. - Rzuciłam patrząc jak idzie korytarzem. On jest kochany - stwierdziła. Ruszyłam do sali, gdzie miałam mieć język angielski. Przed klasą już nikogo nie było. 'Super, znowu będzie wejście smoka' - pomyślałam. Weszłam do klasy.
-Przepraszam za spóźnienie pani profesor.
-Już myślałam, że się nie zjawisz. Siadaj. A Laura, zaszły pewne zmiany pod twoją nieobecność. Teraz będziesz siedzieć tam- nauczycielka wskazała mi czwartą ławkę pod oknem, w której siedział nie kto inny jak Fabian. 'Ja to mam szczęście' - pomyślałam niezbyt zadowolona. Siadłam na wskazane miejsce. 'To będzie tragedia' . Nie odezwał się do mnie ani słowem. Z resztą i tak nie spodziewałam się niczego innego. Ja też siedziałam cicho jak nigdy. Odliczałam minuty do dzwonka. Nie mogłam się skupić na lekcji. Po długich 45 minutach wyszłam z klasy. Poszłam od razu do sklepiku. Tam czekała już na mnie Amelia. Zajęła nam stolik i już coś kupiła.
-No nareszcie jesteś- przywitała mnie. -Mów co się dzieje.
-Chodzi o to, że ... Mój tata zaprosił dzisiaj swoją laskę na kolację. Chce nam ją przedstawić.- Am zamówiła.
-Że co?
-No mój tata zaprasza dzisiaj swoją dziewczynę.
-Wiem, słyszałam. No ale akurat dzisiaj? No nie wierzę. I co ty teraz zrobisz?
-Nie chcę iść na to. Boję się, że znowu się o to wszystko pokłócimy. A przy niej to nie dam rady...
-Totalna przesada jak dla mnie. - Rozległ się dźwięk dzwonka.
-Chodź, bo znowu się spóźnię. O której kończysz?
-Tak jak zawsze. Razem z tobą Lula.
-Wracamy razem?
-No jasne! - I się rozstalysmy. Ja pobiegłam na matme. Igor już na mnie czekał. Widziałam, że nie jest zadowolony tym, że go zostawiłam samego z Anetą. Ale on mógł jeszcze iść do chłopaków albo na fajkę.
-Fuuu! Gdzieś ty był wstręciuchu! - czuć było, że palił.
-Sorka, musiałem.
-Powinieneś z tym skończyć. Śmierdziel!
-Tylko bez takich mi tu, co siostra?
-Jeszcze chwilę- rzuciłam sama do siebie. Dochodziła 7.30 . Do szkoły miałam jeszcze ponad godzinę. Ale trzeba było tam dojechać. A jeszcze jakby tramwaj mi się spóźnił to umarł w butach. Spóźnienie murowane. A wolę nie ryzykować późniejszego wejścia na polski. Nasz profesor by tego nie darował. Leniwie udałam się do łazienki. Od razu widać było, że Majka już wcześniej tu była. Moje kosmetyki były w totalnym nieładzie. Nie rozumiem czemu ona zawsze bierze moje rzeczy, chociaż ma swoje. I to czasem lepszej jakości niż moje. Trudno.
Ubrałam się, przeczesalam tylko włosy, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół do kuchni. W domu już nikogo oczywiście nie było. Tata w pracy a Maja w swoim gimnazjum. Zjadłam szybkie śniadanie, wzięłam z lodówki jogurt pitny, założyłam plaszczyk, komin i buty po czym wyszłam. Gdy doszłam na przystanek czekał na mnie już mój przyjaciel - Igor. Znamy się od drugiej gimnazjum, doszedł do mojej klasy i jakoś tak się zaprzyjaźniliśmy.
-Hej, siostra.
-Cześć. - przywitalismy się. W klasie trzymałam się tylko z nim i jeszcze jedną dziewczyną, która coraz bardziej mnie irytowała.
-Co ty dziś tak nie w sosie?
-No jakbyś nie wiedział.- Odpowiedziałam mu i myślami już byłam przy mojej mamie.
-Zapomniałem, wybaczysz mi? Ale widzę, że czymś jeszcze się denerwujesz. Powiesz mi? - spojrzał bałagalnie.
-Bo...oprócz rocznicy śmierci mamy, oh no jakby tego było mało to tata zaprosił na kolację tę jego dziewczynę.
-Nie chcesz jej poznać?
-Nie, nie wiem, na pewno nie dzisiaj.
-Ale musisz się ...- nie zdążył dokończyć, bo najechał tramwaj. Był tak przeludniony, że staliśmy z Igorem na drzwiach, które z trudem się zamknęły. Mój kochany braciszek- traktuję go tak, bo zawsze chciałam mieć starszego brata a on jest na to idealny, sam nie ma rodzeństwa- zaczął się śmiać z naszej wychowawczyni i paru osób ze szkoły, których nie lubiliśmy . Zawsze umiał poprawić mi humor. Jechaliśmy tak jakieś 15 minut. Igor w międzyczasie zaczął naśladować tramwaj. Wyglądało to bardzo śmiesznie. Ale się w to bardzo zaangażował. Nie mogłam przestać się śmiać. Dzięki niemu szłam do szkoły w świetnym humorze. Niestety , to, a raczej kogo zobaczyłam wchodząc do szatni, dobiło mnie totalnie.Szłam z Igorem i to chyba powstrzymało mnie od wybiegniecia ze szkoły. W szatni stał Fabian. Ale nie sam. Stał tam z Dagmarą obściskując się. Tak ładnie się do niej uśmiechał. Szkoda, że nie do mnie. Igor wiedział, co jest grane. Wziął mnie za rękę i zaprowadził do naszego boksu.
-Ej, Lulka, nie przejmuj się tym typkiem. Nie jest ciebie wart. A teraz uśmiech poproszę.
-Masz rację, powinnam była wiedzieć wcześniej, że to dla mnie za wysokie progi .Eh, nie ważne. Chodźmy na polski, nie zamierzam się spóźnić.
I poszliśmy pod salę. Na następnej przerwie chciałam pogadać z Am. Musiałam jej obwieścić plan jaki przygotował mój tata na ten wieczór.
Miałam nadzieję, że nic więcej mnie nie zaskoczy. Jednak, nasz kochany profesor od języka polskiego musiał wziąć mnie do odpowiedzi. Polski to przedmiot, którego nie cierpię. I w sumie nie zależy mi na nim, oby tylko zdać maturę. Na przerwie poszliśmy we trójkę -Igor, ja no i Aneta- w nasze ulubione miejsce pod schodami przy kaloryferze i automacie z kawą. Czekałam na Amelię. Zapomniałam telefonu. Siadłam przy Igorem i przytuliłam się do niego.
-Co jest siostra? -Spytał, gdy Aneta poszła na chwilę do sklepiku.
-Mam dość tego dnia. Dasz mi napisać esa do Am? Plis!
-No ja nie wiem. A dasz mi zadanie z matmy?
-Jasne! Weź sobie z torby. Ale daj mi szybko ten telefon. - zaczynałam pisać smsa, gdy wróciła Aneta i zaczęła opowiadać jakąś dziwnie nie śmieszną historię, która tylko dla niej była zabawna. Mieliśmy jej dość. Ale ona nie chciała się od nas odczepić. Ustaliłam z Am, że widzimy się na następnej przerwie przy sali gimnastycznej.
-Igor? - Pytałam go , kiedy szliśmy po dzwonu pod klasę.
-Hm?
-Nie chce mi się iść na tą kolację...
-Zauważyłem właśnie. Co masz teraz?
-Angol. Będzie makabra.
-Dasz radę. Laura, nie zwracaj na niego uwagi, to zwykły dupek - spojrzała na niego pytająco.- Przepraszam, ale tak jest. Dobra, lecę na francuza. Widzimy się na matmie.
-Baj. - Rzuciłam patrząc jak idzie korytarzem. On jest kochany - stwierdziła. Ruszyłam do sali, gdzie miałam mieć język angielski. Przed klasą już nikogo nie było. 'Super, znowu będzie wejście smoka' - pomyślałam. Weszłam do klasy.
-Przepraszam za spóźnienie pani profesor.
-Już myślałam, że się nie zjawisz. Siadaj. A Laura, zaszły pewne zmiany pod twoją nieobecność. Teraz będziesz siedzieć tam- nauczycielka wskazała mi czwartą ławkę pod oknem, w której siedział nie kto inny jak Fabian. 'Ja to mam szczęście' - pomyślałam niezbyt zadowolona. Siadłam na wskazane miejsce. 'To będzie tragedia' . Nie odezwał się do mnie ani słowem. Z resztą i tak nie spodziewałam się niczego innego. Ja też siedziałam cicho jak nigdy. Odliczałam minuty do dzwonka. Nie mogłam się skupić na lekcji. Po długich 45 minutach wyszłam z klasy. Poszłam od razu do sklepiku. Tam czekała już na mnie Amelia. Zajęła nam stolik i już coś kupiła.
-No nareszcie jesteś- przywitała mnie. -Mów co się dzieje.
-Chodzi o to, że ... Mój tata zaprosił dzisiaj swoją laskę na kolację. Chce nam ją przedstawić.- Am zamówiła.
-Że co?
-No mój tata zaprasza dzisiaj swoją dziewczynę.
-Wiem, słyszałam. No ale akurat dzisiaj? No nie wierzę. I co ty teraz zrobisz?
-Nie chcę iść na to. Boję się, że znowu się o to wszystko pokłócimy. A przy niej to nie dam rady...
-Totalna przesada jak dla mnie. - Rozległ się dźwięk dzwonka.
-Chodź, bo znowu się spóźnię. O której kończysz?
-Tak jak zawsze. Razem z tobą Lula.
-Wracamy razem?
-No jasne! - I się rozstalysmy. Ja pobiegłam na matme. Igor już na mnie czekał. Widziałam, że nie jest zadowolony tym, że go zostawiłam samego z Anetą. Ale on mógł jeszcze iść do chłopaków albo na fajkę.
-Fuuu! Gdzieś ty był wstręciuchu! - czuć było, że palił.
-Sorka, musiałem.
-Powinieneś z tym skończyć. Śmierdziel!
-Tylko bez takich mi tu, co siostra?
W tym momencie przyszedł facet od matmy. Weszliśmy do klasy. I jak to na matmie kartkówka na wejście. Nie mogłam się doczekać aż ten dzień dobiegnie końca. Dużo bardziej wolałabym iść na podwójny trening niż na tą straszną kolację. Szkoda, że trening dopiero jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz