Translate

czwartek, 4 lipca 2013

` 16. "To twoje życie.tylko ty jesteś za nie odpowiedzialny.Nie pozwól,żeby twoje szczęście zależało od innych ludzi lub twoich osiągnięć. Znajdź szczęście w sobie. "

* Oczami Am . 

* * * 7 rano * * * 
-Wstawaj Amelia ! - Zawołał Bartek - Wstawaj, bo trzeba do szkoły. 
-Jeszcze 5 minut. 
-Nie zgadniesz, kto dzisiaj przygotował śniadanie. - Powiedział to i wyszedł. Podejrzewałam, że to Seba. Ale i tak musiałam już wstawać. Poszłam do łazienki biorąc ze sobą rzeczy. Schodząc do kuchni usłyszałam śmiechy kilku znajomych osób. 
-Cześć córcia. -Zawołał wesoło tata. 
-Cześć- powiedziałam zdziwiona. 
-Hej kotku. - przywitał mnie Seba całusem. 
-Czy my o czymś nie wiemy? - Spojrzała na nas mama z uśmiechem w oczach. 
-Eeemm ..- Starałam się coś powiedzieć ale Ala weszła mi w słowo. 
-Am w końcu znalazła sobie chłopaka i nie będzie starą panną. 
Wszyscy wybuchlnelismy śmiechem. W powietrzu nadal było czuć niezreczna atmosferę. Bartek wziął sprawę w swoje ręce. 
-Am, bierz kanapki i lecimy, mamy mało czasu. Chodźcie. - I wyszliśmy z domu. 
-Dzięki bracie - Powiedziałam. 
-Nie masz za co. 
Seba wziął mnie za rękę. 
-Bartek, tak w ogóle to czemu rodzice byli w domu o tej porze? 
-Nie uwierzysz. Powiedzieli, że będą dzisiaj cały dzień. A w sobotę wieczorem wylatuja do Hiszpanii.. 
-Co?! Czemu dopiero teraz o tym mówią? A ja jak zwykle dowiaduję się ostatnia. 
-Później pogadamy. -Odpowiedział Bartek. -Idę po Anie. Muszę z nią porozmawiać. Pa, widzimy się w szkole. 
Po drodze zostawiliśmy Alę. I sami ruszyliśmy przed siebie. 
-Czy ty widzisz to samo, co ja? -Zapytał Seba. Natychmiast odwróciłam głowę. Z naprzeciwka szła Lula z Fabianem. 
-O nie! Patrz, kto idzie za nimi! -Krzyknęłam. - Chodź, musimy do nich dojść. 
Byliśmy już blisko, ale Dagmara i reszta byli szybciej. 
-Co ty robisz z moim chłopakiem ?! 
-Dagmara, o czym ty mówisz?! - zapytał zdenerwowany Fabian. 
-O tym, że ona chce mi cię zabrać. 
-K***a odejdź. - zdenerwowala się Lula. 
-Co tu się dzieje? - zapytałam. 
-To się dzieje, że twoja walona przyjaciółka zabiera chłopaka Dadze . - powiedziała koleżanka Dagmary - Dżasta . 
-Daga, ty chyba mnie nie zrozumiałaś. Nie jesteśmy razem od kilku dni. - wtrącił się Fabian stając w obronie Laury. 
-To ty tak powiedziałeś. 
-P*****le, Dagmara, nie mamy ślubu żebym musiał mieć twoją zgodę na rozwód do cholery! -Krzyczał zdenerwowany Fabian. 
-Dobra, ludzie spokojnie. Lula, Fabian idziemy. Ta kłótnia nic nie da. Chodźcie, bo się spóźnimy. -Wtrącił się Seba, za co byłam mu wdzięczna. Ale jego starania nie przyniosły efektu. Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Patrzyłam na Bartka z nadzieją, że może on jakoś zareaguje żeby nam pomóc. Ale on tylko stał z Anką i patrzył na to wszystko bez emocji. Jak on tak mógł?! 
-A ty mała suko, masz się od niego odczepić, jasne! - Wrzeszczała Dagmara. 
-Ty chyba nienormalna jesteś. Fabian nie jest twoją własnością. Poza tym ja z nim tylko rozmawiam. Chyba, że tego też mu zabraniasz? -Powiedziała odważnie Lula. 
-Nie ośmieszaj się idiotko. Kto ci w ogóle dał prawo głosu? Pewnie wiedziałaś, że Fabio miał wczoraj urodziny i specjalnie go wyciągnęłaś na wagary!- Znów odezwała się Dżasta. 
-Co?! Nie wiedziałam. Fabian, serio? -Chłopak prztyaknął na pytanie Luli. -Zaraz, zaraz. Jak go nazwałaś? Per Fabio? Haha! Bujasz się w nim i to na maksa!! -Moja przyjaciółka szybko i bezbłędnie rozgryzła Dżastę. Punkt dla nas. 
-Ty se chyba jaja robisz smarkulo! 
-Zamknij ryj, okay? -Powiedziałam do niej. Miałam już tak dość, że... 
-A ty co się wtrącasz? Weź przyjaciółkę i s********ć stąd suki. Ale już! 
-Nie będziesz mnie obrażać grubasie j****y! -Krzyknęłam do Dżasty. A ona akurat była naprawdę tłusta. Seba wyglądał na wkurzonego. -W porządku kochanie? 
-Nie. Nikt nie będzie obrażał mojej dziewczyny i jej przyjaciółki. Dżasta teraz to wy się we dwie stąd zabierzecie i to migiem albo będziesz pierwszą dziewczyną, którą uderze. I żeby było jasne, nie żartuje. -Gdy to powiedział byłam taka szczęśliwa i dumna z niego, a patrząc na minę Dżasty to już w ogóle. 
-Nie masz psychy Seba - odwróciła się od Fabiana Dagmara. Widać było po jej oczach, że już sra w gacie. I to jak powiedziała imię mojego chłopaka... Podkreśliła każdą literę.. Wkurzylam się! Dlatego wyjęłam Sebastianowi butelkę z piciem. Odkręciłam ją i podeszłam do niej mówiąc: 
-Ale ja psyche mam na pewno! - I wylałam jej colę prosto w twarz śmiejąc się przy tym. - Idź się umyć brudasie ! 
-Ty suko! Coś ty zrobiła?! -Odezwała się Dżasta. 
-Ty też jesteś brudna! - I reszta picia wylądowała na twarzy wiernej służącej Dagmary. 
-Pożałujesz tego! Obie pożałujecie! -Krzyknęła Daga i pobiegła tam skąd przyszła. 
-Jej, Am! Dziekuję ci! Byłaś świetna! - Rzuciła się na mnie uradowana Laura. 
-Nie ma za co. Uwierz, dla mnie to czysta przyjemność. Już dawno ta dziewczyna działała mi na nerwy. Ma za swoje! - Kiedy tylko udało mi się uwolnić spod uścisków Luli rozejrzalam się do okoła w poszukiwaniu Bartka ale go już nie było. Uhg! 
-Seba, sory za colę - pocałowałam go. Jest taki kochany. -Chodź, kupię ci nową. Ej, Lul, my idziemy do sklepu. Widzimy się na przerwie przy automacie, no nie? 
-Jasne. Jesteś wielka. Dzięki. 
-A weź przestań już. Narka. 
-Ciao. 
*** 
* * * Oczami Fabiana * * * 
-Ta dziewczyna ma na bani. -Powiedziałem. 
-Ehh.. Dobrze jej tak. Jak trochę jej gęba zmarznie to może się ogarnie. -Uśmiechnęła się. 
-Lula, przepraszam... 
-Weź przestań. Niby za co? To ona jest nienormalna. 
-Ale powinienem był coś zrobić, nawet dać jej w twarz. A w ten sposób to Am postąpiła jak trzeba. 
-Masz rację, że Am zrobiła to genialnie. Sama bym na coś takiego nie wpadła. Ale nie obwiniaj się, bo nic i tak byś nie mógł zrobić. Do tej dziewczyny nic nie dociera. 
-Jesteś niesamowita . 
-To po tatusiu. -Zaśmiałem się. Weszliśmy do szatni. Tam spotkaliśmy Igora z Blanką. Ani Lula ani Igor się do siebie nie odezwali. Zdziwiłem się. Podałem mu rękę. Luli uśmiech zniknął z twarzy. 
-Lula, co jest? - Zapytałem. 
-Nic. 
-Znowu to robisz. 
-Co takiego? -Spojrzała mi prosto w oczy. Jej błękitne tęczówki wyrażały wiele różnych uczuć. 
-Zamykasz się. 
-Nie, czemu tak sądzisz? 
-Bo to widać. Chodź tu. -Przytuliłem ją. Była taka delikatna a zarazem niesamowicie silna. Na pewno dużo przeszła. Jak ja mogłem jej nie widzieć przez tyle czasu? - Jak tam życzenie? 
-Ma się dobrze. 
-Jakby coś, to przewiduje reklamacje. Na przykład dzisiaj. 
-Chyba śnisz. Tata by mnie zabił. A obiecałam mu, że już nigdy na wagary nie pójdę. 
-Czemu? 
-Bo widzisz. Uczę się na błędach. A zwłaszcza na tych, za które słono zapłaciłam. Zmieniłam się. Nawet nie wiesz jak. 
-Powiedz. - Byłem ciekaw, co skrywa. 
-Może kiedyś. Teraz chodź. Nie chcę się spóźnić . 
Poszliśmy na samą górę. Akurat mieliśmy lekcje obok siebie. 
-Fabian?-Zapytała, gdy siedzieliśmy już pod klasą . 
-Hm? 
-Czemu mi nie powiedziałeś, że miałeś urodziny?-Oj, spodziewałem się, że o to zapyta ale co mam powiedzieć? Że nie chciałem jej odstraszyć? I że nie chciałem psuć tych wspaniałych wagarow? 
-Tak jakoś. Nie chciałem zakończyć lotu komety. 
-Dzięki, że jesteś. 
-Mogę po ciebie wpaść po szkole? 
-Nie bardzo. Trening mam. 
-To przyjdę na trening. 
-No coś ty. Zamarzniesz tam. 
-Na hali? 
-Nie mam treningów na hali. 
-Jak to? 
-Tak to. Biegów nie da się trenować na hali, głupi. 
-No tak. To przyjdę jak skonczysz. Na która masz? 
-Na 15. Kończę tak 16.30 czyli będę gotowa 17.10.- Nagle rozległ się dzięki dzwonka. 
-Okay, to 17.10 .Ale gdZie? 
-Na stadionie. Na "grzybie" . 
Rozeszlismy się do klas. Nie mogłem się doczekać wieczoru. Miałem tylko nadzieję, że dagmara nam w tym nie przeszkodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz