*Oczami Luli.
-Ej, śpiąca królewno! -Budził mnie Igor.
-Która godzina? - Mówiłam siadając na łóżku obok przyjaciela.
-Dochodzi 10.
-Będę się zbierać. Mam dziś trening i w ogóle. -Wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki. Nie chciałam wracać do domu. Tata na pewno już na mnie czekał, a nie miałam ochoty z nim rozmawiać.
-Chodź, zjemy coś.
-Nie, jesteś kochany ale muszę już lecieć.. Za półtorej godziny mam trening.
-Obiecaj, że zjesz coś w domu. -Pokiwałam tylko głową. Przytuliłam Igora na pożegnanie.
-Dziękuję , nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. - Spojrzałam mu prosto w oczy. Były pełne troski. Igor był dla mnie jak starszy brat. Byłam mu za to wdzięczna.
-Jakby działo się coś to dzwoń. Wiesz, gdzie mnie szukać.
-Dzięki. -Odpowiedziałam i wyszłam. Miałam iść najpierw do domu. Ale minęłam go i postanowiłam iść na cmentarz. Brakowało mi mamy. Strasznie za nią tęskniłam. Chociaż minęło już 5 lat od... Od jej śmierci...
Wtedy nawet z tatą miałam dobre kontakty. A teraz.. Jest jak jest.
Wreszcie dotarłam do grobu mamy. Usiadłam na ławce i w myślach z nią rozmawiałam. A właściwie to mówiłam do niej, bo odpowiedzi już nie otrzymałam.
Straciłam poczucie czasu. Nie miałam przy sobie telefonu ani zegarka nie wzięłam z domu.
-Ty jesteś Laura? - Zapytał jakiś chłopak. W pierwszej chwili nie zorientowałam się, że mówi do mnie. Ponowił swoje pytanie. -Hej, Lula, to ty?
-Nie, znaczy tak. -Odwróciłam się. Przede mną stał Fabian. Zdziwiłam się.
-To dobrze.
-Stało się coś? - Miałam nadzieję, że nie zbłaznie się kolejny raz przed nim.
-Nie wiem. Chciałem się ciebie o to spytać.
-Jest Okej. Co tu robisz? -Fabian nie odpowiadał. Zrobiłam mu miejsce na ławce. -Głupie pytanie. Sory, pewnie przyszedłeś do kogoś.
-Nie. Nie mam tu nikogo.. Znaczy. No wiesz o co chodzi - uśmiechnął się. Jak on to ładnie robi...
-W takim razie.. Co cię tu sprowadza?
-Przyszedłem, bo mam coś .. Czekaj. Wczoraj, gdy się zderzyliśmy.. Płakałaś. Powiesz mi czemu? Nie musisz jak nie chcesz.
-Nieważne.
-Spoko. Zgubiłaś wczoraj telefon. Mam go - mówił Fabian podając mi moją własność. Wcale nie wydawał się być dupkiem.. Może tylko dlatego, że był sam albo świetnie gra.
-Dzięki. Myślałam, że został w domu. -Rozmawialismy jeszcze chwilę o szkole. Gdy wychodzilismy z cmentarza zauważyłam, że w naszą stronę idzie Am. Rzuciłyśmy się sobie w ramiona.
-Nigdy więcej tak mi nie rób, zgoda? -Mówiła moja przyjaciółka. -Teraz chodź do domu, musisz mi wszystko opowiedzieć. Bez omijania szczegółów.
-Która godzina?
-5 po 11. - Powiedział Fabian.
-O nie! Am, odłożymy to na wieczór. Teraz pędzę na trening. Trener mnie zabije.. . A i jeszcze raz dzięki Fabian. Pa! - krzyknęłam do nich i rzuciłam się pędem do najbliższego przystanku. Musiałam jeszcze wpaść do domu po ciuchy..
-Która godzina? - Mówiłam siadając na łóżku obok przyjaciela.
-Dochodzi 10.
-Będę się zbierać. Mam dziś trening i w ogóle. -Wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki. Nie chciałam wracać do domu. Tata na pewno już na mnie czekał, a nie miałam ochoty z nim rozmawiać.
-Chodź, zjemy coś.
-Nie, jesteś kochany ale muszę już lecieć.. Za półtorej godziny mam trening.
-Obiecaj, że zjesz coś w domu. -Pokiwałam tylko głową. Przytuliłam Igora na pożegnanie.
-Dziękuję , nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. - Spojrzałam mu prosto w oczy. Były pełne troski. Igor był dla mnie jak starszy brat. Byłam mu za to wdzięczna.
-Jakby działo się coś to dzwoń. Wiesz, gdzie mnie szukać.
-Dzięki. -Odpowiedziałam i wyszłam. Miałam iść najpierw do domu. Ale minęłam go i postanowiłam iść na cmentarz. Brakowało mi mamy. Strasznie za nią tęskniłam. Chociaż minęło już 5 lat od... Od jej śmierci...
Wtedy nawet z tatą miałam dobre kontakty. A teraz.. Jest jak jest.
Wreszcie dotarłam do grobu mamy. Usiadłam na ławce i w myślach z nią rozmawiałam. A właściwie to mówiłam do niej, bo odpowiedzi już nie otrzymałam.
Straciłam poczucie czasu. Nie miałam przy sobie telefonu ani zegarka nie wzięłam z domu.
-Ty jesteś Laura? - Zapytał jakiś chłopak. W pierwszej chwili nie zorientowałam się, że mówi do mnie. Ponowił swoje pytanie. -Hej, Lula, to ty?
-Nie, znaczy tak. -Odwróciłam się. Przede mną stał Fabian. Zdziwiłam się.
-To dobrze.
-Stało się coś? - Miałam nadzieję, że nie zbłaznie się kolejny raz przed nim.
-Nie wiem. Chciałem się ciebie o to spytać.
-Jest Okej. Co tu robisz? -Fabian nie odpowiadał. Zrobiłam mu miejsce na ławce. -Głupie pytanie. Sory, pewnie przyszedłeś do kogoś.
-Nie. Nie mam tu nikogo.. Znaczy. No wiesz o co chodzi - uśmiechnął się. Jak on to ładnie robi...
-W takim razie.. Co cię tu sprowadza?
-Przyszedłem, bo mam coś .. Czekaj. Wczoraj, gdy się zderzyliśmy.. Płakałaś. Powiesz mi czemu? Nie musisz jak nie chcesz.
-Nieważne.
-Spoko. Zgubiłaś wczoraj telefon. Mam go - mówił Fabian podając mi moją własność. Wcale nie wydawał się być dupkiem.. Może tylko dlatego, że był sam albo świetnie gra.
-Dzięki. Myślałam, że został w domu. -Rozmawialismy jeszcze chwilę o szkole. Gdy wychodzilismy z cmentarza zauważyłam, że w naszą stronę idzie Am. Rzuciłyśmy się sobie w ramiona.
-Nigdy więcej tak mi nie rób, zgoda? -Mówiła moja przyjaciółka. -Teraz chodź do domu, musisz mi wszystko opowiedzieć. Bez omijania szczegółów.
-Która godzina?
-5 po 11. - Powiedział Fabian.
-O nie! Am, odłożymy to na wieczór. Teraz pędzę na trening. Trener mnie zabije.. . A i jeszcze raz dzięki Fabian. Pa! - krzyknęłam do nich i rzuciłam się pędem do najbliższego przystanku. Musiałam jeszcze wpaść do domu po ciuchy..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz