Translate

wtorek, 25 czerwca 2013

`8. "Siła człowieka nie polega na tym , że nigdy nie upada, ale na tym, że potrafi się podnieść. "

*Oczami Luli.

-Ej, śpiąca królewno! -Budził mnie Igor. 
-Która godzina? - Mówiłam siadając na łóżku obok przyjaciela. 
-Dochodzi 10. 
-Będę się zbierać. Mam dziś trening i w ogóle. -Wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki. Nie chciałam wracać do domu. Tata na pewno już na mnie czekał, a nie miałam ochoty z nim rozmawiać. 
-Chodź, zjemy coś. 
-Nie, jesteś kochany ale muszę już lecieć.. Za półtorej godziny mam trening. 
-Obiecaj, że zjesz coś w domu. -Pokiwałam tylko głową. Przytuliłam Igora na pożegnanie. 
-Dziękuję , nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. - Spojrzałam mu prosto w oczy. Były pełne troski. Igor był dla mnie jak starszy brat. Byłam mu za to wdzięczna. 
-Jakby działo się coś to dzwoń. Wiesz, gdzie mnie szukać. 
-Dzięki. -Odpowiedziałam i wyszłam. Miałam iść najpierw do domu. Ale minęłam go i postanowiłam iść na cmentarz. Brakowało mi mamy. Strasznie za nią tęskniłam. Chociaż minęło już 5 lat od... Od jej śmierci... 
Wtedy nawet z tatą miałam dobre kontakty. A teraz.. Jest jak jest. 
Wreszcie dotarłam do grobu mamy. Usiadłam na ławce i w myślach z nią rozmawiałam. A właściwie to mówiłam do niej, bo odpowiedzi już nie otrzymałam. 
Straciłam poczucie czasu. Nie miałam przy sobie telefonu ani zegarka nie wzięłam z domu. 
-Ty jesteś Laura? - Zapytał jakiś chłopak. W pierwszej chwili nie zorientowałam się, że mówi do mnie. Ponowił swoje pytanie. -Hej, Lula, to ty? 
-Nie, znaczy tak. -Odwróciłam się. Przede mną stał Fabian. Zdziwiłam się. 
-To dobrze. 
-Stało się coś? - Miałam nadzieję, że nie zbłaznie się kolejny raz przed nim. 
-Nie wiem. Chciałem się ciebie o to spytać. 
-Jest Okej. Co tu robisz? -Fabian nie odpowiadał. Zrobiłam mu miejsce na ławce. -Głupie pytanie. Sory, pewnie przyszedłeś do kogoś. 
-Nie. Nie mam tu nikogo.. Znaczy. No wiesz o co chodzi - uśmiechnął się. Jak on to ładnie robi... 
-W takim razie.. Co cię tu sprowadza? 
-Przyszedłem, bo mam coś .. Czekaj. Wczoraj, gdy się zderzyliśmy.. Płakałaś. Powiesz mi czemu? Nie musisz jak nie chcesz. 
-Nieważne. 
-Spoko. Zgubiłaś wczoraj telefon. Mam go - mówił Fabian podając mi moją własność. Wcale nie wydawał się być dupkiem.. Może tylko dlatego, że był sam albo świetnie gra. 
-Dzięki. Myślałam, że został w domu. -Rozmawialismy jeszcze chwilę o szkole. Gdy wychodzilismy z cmentarza zauważyłam, że w naszą stronę idzie Am. Rzuciłyśmy się sobie w ramiona.
-Nigdy więcej tak mi nie rób, zgoda? -Mówiła moja przyjaciółka. -Teraz chodź do domu, musisz mi wszystko opowiedzieć. Bez omijania szczegółów. 
-Która godzina? 
-5 po 11. - Powiedział Fabian. 
-O nie! Am, odłożymy to na wieczór. Teraz pędzę na trening. Trener mnie zabije.. . A i jeszcze raz dzięki Fabian. Pa! - krzyknęłam do nich i rzuciłam się pędem do najbliższego przystanku. Musiałam jeszcze wpaść do domu po ciuchy..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz